A więc i ta data wybiła. Już równy miesiąc jestem w USA. O mamuniu, ale to zleciało!
Wiem, wszystkie na blogach piszą jak to ten czas zapier*ala, ale to jest naprawdę jakaś masakra...
Od mojej ostatniej notki trochę się działo, w weekend byłam z Domi, Martą i Adrianem w Coney Island. Było bardzo fajnie! Najpierw śniadanie w Amerykańskim Diner, gdzie jajecznicę podali razem z szynką NA pancakes'ie, do którego był syrop klonowy. Dla niedoświadczonych - syrop klonowy jest słodki, a pancakesy się je RACZEJ na słodko. Jak widać nikomu nie przeszkadza tu mieszanie smaków :P Później godzinna przejażdżka metrem, gdzie my rozmawiałyśmy po polsku a ludzie się na nas dziwnie patrzyli haha. I witamy w Coney Island! Miejsce... Czarujące, chociaż nie powalające ;) Dzięki presji otoczenia pokonałam strach i szłam na wszystkie kolejki, na które szli moi towarzysze (ja byłam częściej posrana ze strachu, ale efekt końcowy - emocje zadowalające:D )
![]() |
| moje ulubione <3 |
![]() |
| Nie, na tym nie byliśmy, ale ładne to zdjęcie i najlepsze chyba jakie zrobiłam mając w zamiarze uchwycić "coś" :P |
![]() |
| taki team! |
![]() |
| Wygrane! Ja nie miałam tyle szczęścia :D |
![]() |
| YES! Maszyna robiąca zdjęcia - checked! Najlepsza pamiątka z tego dnia :D |
W niedziele moja młodsza dziewczynka J. miała dwunaste urodziny. Ode mnie dostała czekoladki plus kartkę urodzinową, ale hostka zabrała obie dziewczyny i ich dwie przyjaciółki na weekend do parku wodnego, więc jak wróciły w niedziele, był tort, amerykańskie "happy birthday" i dmuchanie świeczek. Aparat i zdjęcia rodzinne też były ;)
![]() |
| Tort urodzinowy. Dobry bo czekoladowy, ale słodki jak cholera. |
Tydzień... Nawet nie wiem, co robiłam. Pewnie spędziłam ładniejsze dni na plaży, a gorsze na oglądaniu maratonu Seksu w wielkim mieście :P W poniedziałek nieoficjalne au pair meeting w Starbucksie, gdzie poznałam kilka szwedek i inne dziewczyny (niekoniecznie zainteresowane przybyciem nowej koleżanki) Miałam też jechać się spotkać z Domi (tą inną Domi, tą z APC co mieszka z mojej drugiej strony haha), ale tak jak ona już napisała na swoim blogu, moje starsze dziecko się rozchorowało i byłam uziemiona na dwa dni. (Host dziecko innej au pair też zachorowało, ponoć jakiś wirus..)
![]() |
| Na chorobę zrobiłam L. polski rosołek! Smakowało jej :) (+1000 dla mojej samooceny :D ) |
W środę i czwartek spotkałam się z nową au pair ze Słowacji, byłyśmy na kawie i zapisałyśmy się na siłownię. Śmieszne, ale możemy obie rozmawiać w swoich językach i się jako tako rozumieć :D
W piątek miałam sleepover u D., dużo gadałyśmy ale poszłyśmy wcześnie spać, bo w sobotę pojechałyśmy na zakupy do New Jersey (szkoda, że M. nie mogła dołączyć, ale rozumiem i wiem, że odrobimy to:) ) Obkupiłyśmy się, wydałyśmy kupe kasy, ale najśmieszniejsze jest to, że po podliczeniu wszystkiego, zaoszczędziłam prawie tyle samo, ile zapłaciłam (policzyłam ile te skarby kosztowały najpierw, a ile za nie zapłaciłam). Także czuję się podbudowana finansowo, a nowy plan to jechać raz na jakiś czas na takie większe zakupy niż kupować pierdoły w moim Mall za większą kasę :P
![]() |
| Pyszotka żelko-coś-tam ^^ ARBUZOWE <3 |
![]() |
| Washington Bridge + pierwsza przejażdżka w NYC autem :) |
W niedziele była tak piękna pogoda, że razem z moją niemiecką "big sister"* postanowiłyśmy pojechać na plażę, gdzie spotkałyśmy wspomniane wyżej szwedki i tak spędziłyśmy miłe południe, a potem lunch - frozen yogurt (chyba się uzależnię, najlepsze co może być!) Na kolację pojechałyśmy do Stamford do typowego amerykańskiego diner. Weekend udany :)
![]() |
| Turkey Burger (z warzywkami, żeby nie było) |
![]() |
| Poznałam nową plażę! ^^ |
![]() |
| Park, w którym się z A. opalałyśmy przez drugą część popołudnia. |
Kolejny poniedziałek, dzień jak każdy inny w ciągu tyg, wieczorem spotkanie z au pairkami. Niektóre dziewczyny mają naprawdę zadziwiające historie do opowiedzenia, ale mimo to dobrze spotkać się z dziewczynami i podzielić się problemami, nawet jeśli są maluteńkie :)
We wtorek było Cluster Meeting, pierwsze na które pojechałam. Poznałam trochę dziewczyn z okolicy, najadłyśmy się wszystkie bajglami i ciasteczkami, trochę pogadałyśmy ze wszystkimi i wróciłyśmy do domu, bo każda miała swoje zajęcia do zrobienia.
Rozmawiałam z moją LCC o szkole, także będę się starać na jesień dostać się do Fairfield University. Zobaczymy jak to pójdzie, trzymajcie kciuki :P (ponoć na "normalne" zajęcia mogą być tylko dwie au pair w jednej grupie) A we wakacje może skorzystam z darmowego kursu angielskiego, ale nie wiem bo za dużo informacji o tym nie mam.
Buziaki!
N.
N.
*robię gwiazdeczkę, bo nie pamiętam już czy to tłumaczyłam, czy nie, a wiem, że to nie jest jakieś super popularne :) Moja LCC wymyśliła, że każda dziewczyna, która jest już tutaj 4 miesiące i więcej, dostaje pod opiekę nową duszyczkę w naszym gronie. Przede wszystkim ma jej pokazać okolicę, pomóc zapoznać się z innymi au pairkami no i dotrzymywać towarzystwa w tych pierwszych dniach/tygodniach. Niektóre "big sister" są super (jak moja A. <3) i naprawdę spędzają czas z dziewczynami i im pomagają, inne olewają sprawę ;) Wszystko zależy na kogo się trafi. To taki przyjaciel przydzielony od LCC :D





























