Moment w którym orientation dobiegło końca, a ja mialam stres razy tysiąc przed spotkaniem z host family, jest nie do opisania. Fakt faktem, że jestem osobą, która wyolbrzymia stres, ale nic nie poradzę ;) Z biura odebrała mnie obecna au pair razem ze starsza dziewczynką (dziwnie się czuje nazywając je "dziewczynkami" bo już wcale takie małe nie są!) Pierwsze dwa dni były mega krępujące, hostów więcej nie było niż byli, a ja myślałam tylko "a gdzie nasza rozmowa, gdzie budowanie dobrej komunikacji???". Poprzednia au pair była ze mną tydzień. Pokazała mi jak używać wszelkie urządzenia, co kupować, co lubią jeść dziewczynki (zwłaszcza ta młodsza jest bardzo wybredna jeśli chodzi o jedzenie), udzieliła mi kilka rad i oczywiście dotrzymywala mi towarzystwa. Nie mogę narzekać na nią bo w wielu rzeczach mi bardzo pomogła, ale prawda jest taka, że jak tylko wyjechała, atmosfera w domu zrobiła się zupełnie inna, lepsza. Ona nie należy do osób towarzyskich, rozgadanych. Cały swój wolny czas spedzala na oglądaniu serialow i odcinala się od host family. I oni też przy niej byli zamknięci w sobie, tak mi się wydaje. Dzisiaj był pierwszy wieczór bez niej, sama zrobiłam kolację dla dziewczyn i byliśmy sami. Pojęcia nie macie jaka była różnica! Dziewczyny zjadły całą kolację (plus dla mnie haha), hostka rozgadana, roześmiana, a host mniej zamkniety w sobie i bardziej rozgadany. Od razu omówilismy kilka ważnych spraw (jak np to że mam nie być pobłażliwa dla dziewczyn jak to robiła poprzednia au pair) i spędziliśmy razem miły wieczór jedząc sernik, bo jak to L. od progu krzyczała "today is international cheesecake day!!". Dodam, że jest wielka miłośniczką serników :)
Podsumowując, przez pierwszy tydzień było z dnia na dzień coraz lepiej, ale dzisiaj czuje, że będzie jeszcze lepiej!
Święta... A to były w ogóle jakieś święta??? Moi hosci nie obchodzili ich z hukiem. Rano przy śniadaniu każdy dostał paczkę, później pojechali do kościoła a potem do dziadków, a au pairki w domu. Poszłam z byłą au pair i jej koleżanką na lody i było całkiem miło :)
Nie rozpisuję się, bo pisze na tel (z tego mogą pojawiać się błędy i braki interpunkcji), myślę, że po krótce napisałam o wszystkim. Żyję jestem tu nadal i nie zamierzam uciekać :)
Buziaki!
xoxo,
(żadna gossipgirl)
N.
w sumie fajnie, że na początku CI pokazała co i jak, w końcu przez rok była z tą rodzinką , ale z tego co piszesz to dobrze, że już pojechała i teraz będziesz mogła sama poznać rodzinkę :) Powodzenia! ;)
OdpowiedzUsuńaaaaaaaaaa jak ja czekałam na tą notkę ;D
OdpowiedzUsuńzapowiada się fajnie ;D oby tak dalej, tego Ci życzę ;D
Wprost nie mogę uwierzyć, że już 15 dni jesteś w USA :0
myślałam, że to parę dni ;D a to licznik wskazuje 15 :O
trzymaj się!! :))
jaaaaaaa! Ja mam jeszcze miesiąc do wylotu, a stresuję się masakrycznie :x
OdpowiedzUsuńPs. Mi licznik pokazuje 9 dni :p
ejjj więcej, więcej chcęęęęę
OdpowiedzUsuńczekamy na updejty :*
OdpowiedzUsuń