poniedziałek, 16 czerwca 2014

Bowling / Weekend / Finally sun

Plan na tydzień był taki, że codziennie będziemy z L. robiły coś ciekawego. Bowling, kino, jakiś mały hiking, może ciekawa wycieczka. Z całego planowania tylko bowling nam się udało zaliczyć :) Pogoda w tamtym tygodniu nie dopisywała, od poniedziałku było chmurnie, ponuro, czasem deszczowo - mimo, że cały czas ciepło, a raczej duszno. Poniedziałek spędziłyśmy w domu. We wtorek ruszyłyśmy tyłki i pojechałyśmy do sklepu z wszystkimi bajerami do koni. L. jedzie na obóz konny i musiała kupić kilka rzeczy.

Nawet konika można sobie tam kupić ^^




Na lunch pojechałyśmy do Mall i odwiedziłyśmy księgarnię. Lou wybrała chyba z siedem książek (<3), w tym "If I stay", którą od niej pożyczyłam i postanowiłam przeczytać, bo niedługo wychodzi film na jej podstawie. Przeczytałam, wciągnęłam się i na drugi dzień musiałam śmigać do biblioteki po drugą część :D Przy płaceniu za książki okazało się, że miły starszy pan, który nas obsługiwał był w Polsce w 1994roku, także opowiedział mi trochę o Solidarności (jakbym nic nie wiedziała :D), zareklamował L. Polskę jako kraj, który jest piękny i warty odwiedzenia, zamieniliśmy kilka słów po polsku i z uśmiechem na twarzy i polskim "do widzenia" opuściłam księgarnię, a za mną szła zdezorientowana L., która do Polski "nie musi koniecznie jechać, ale że chce zwiedzić każdy kraj na pewno się tam kiedyś wybierze". Z naciskiem na KIEDYŚ.

Jako, że zaopatrzyłam się w nową książkę, a L. znalazła nowy serial na punkcie którego zaczyna mieć obsesje ("to nie tak, że już nie lubię Dr.Who, on nadal jest najlepszy, ale Supernatural też jest spoko no i nie oglądałam jeszcze"), spędziłyśmy resztę wtorku i całą środę w domu - ona przed laptopem, ja przed książką. Mnie się bardzo podobało! ^^

Chyba żaden "man" nie czyta mojego bloga? :P
W czwartek postanowiłyśmy jednak wykorzystać naszego Pass'a na Bowling, więc L. umówiła się ze swoją koleżanką na 3:30. Przed Bowlingiem L. miała wizytę u fryzjera, gdzie ścięła dość dużo włosów i przez resztę dnia o tym gadała (wspomniałam, że straszna z niej gaduła? tak jak ze mnie haha ale ja po angielsku jeszcze nie mam wprawy :P). Potem pojechałyśmy na PRZEPYSZNY lunch do Friendly's. Byłam już tam wcześniej z koleżankami na lodach, które mają po prostu nieziemskie! Lunch okazał się równie dobry :) L. zamówiła oczywiście swoją ukochaną Cesar Salad, ja wzięłam kanapki z kurczakiem BBQ w sosie miodowym +frytki, oczywiście.

Mniam mniam, do tego Mango Ice Tea :)
Pierwszy raz byłam na Bowlingu tutaj. Oczywiście samo miejsce wygląda jak wyjęte z filmu, jedna wielka hala, chyba z 50 boksów bowlingowych, stoliki, krzesełka, głośna muzyka no i bar z jedzeniem i napojami. Była nawet jakaś grupa młodzieży, która przy piwie i jedzeniu spędzała wspólnie wieczór (aż mi się zachciało do nich dołączyć :D). Grałyśmy trzy mecze, każda z nas wygrała jeden, więc można powiedzieć, że było sprawiedliwie :)

Lou, skupiona i gotowa do walki o wygraną :D

Coś tam widać, coś nie widać...

Ja, L. i nasze Vanilla Milkshake

Czwartek i piątek miałam mieć wolne, hostka chciała zabrać L. na długi weekend, ale przez brzydką pogodę musiały odwołać wycieczkę. Piątek był dziwny, bo hostka była w domu i w sumie nie wiem czy pracowałam, czy nie, także zostałam w domu z książką (teraz czytam "The faul in our stars", mimo, że film już widziałam), na lunch pojechałam na Thai Mango Chicken, a popołudnie spędziłam na plaży. Wieczorem wybrałam się z trzema innymi au pairkami na kolację do meksykańskiej knajpy, a potem pojechałyśmy do kina na "Neighbors" spoko film, podobny do "Project X".

Sobota była też ciepła, więc po lunchu z D. pojechałam na plaży i się leniłam. Wieczorem pojechałam do Domi bo jej hości organizowali imprezę BBQ i zaprosiła mnie i Martę. Myślę, że więcej będzie można u niej o tej imprezie poczytać, nie chcę odbierać jej tej przyjemności (Domi, kawa za to <3 haha). Jedyne co powiem, to to, że amerykanie nie umieją się bawić i daleko im do naszych polskich imprez, jakakolwiek ta impreza by była :) Nie obyło się bez "sesji" zdjęciowej, zwłaszcza robienia głupich selfie :D




Jeden z kotów D., lubię je! :)


W niedzielę pojechałam po Agę, zabrałyśmy się do Mall w Trumbull, wydałyśmy trochę kasy, a potem pojechałyśmy do Bridgeport na plażę, gdzie spotkałyśmy się z Dominiką i Edytą. Spaliłyśmy się trochę na słońcu, pogadałyśmy a potem pojechałyśmy na froyo. Po drodze do domu pojechałam do Stamford, co wcale po drodze mi nie było haha, ale Annki wróciła z wycieczki do Niagara Falls więc stwierdziłam, że ją odbiorę.

Jakoś w tym tygodniu nie robiłam zdjęć, więc pusto tu trochę.
Boston, Boston, kiedy ten Boston?! Muszę w końcu to zaplanować...

Buziaki Misiaki!
N.











2 komentarze:

  1. super, że masz taki kontakt z nimi, z nastolatka często jest nieco ciężko, ale ty trafiłaś mega! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Aww.. jestes taka kochana! Ciesze sie, ze pozwolilas tylko mnie opisac grilla, uwielbiam Cie <3 chociaz dobrze wiesz, ze malo sie dzialo to nie bylo za wiele do pisania xD

    Jeszcze raz Ci powiem, mega sie ciesze ze Ci dobrze z dziewuszkami :))

    OdpowiedzUsuń