niedziela, 13 kwietnia 2014

packing, crying, smiling and be excited!

A więc nadszedł czas na notkę o pakowaniu.
Co tu dużo mówić? Myślałam, że wcale nie chce zabrać za dużo, a okazało się, że coś musiałam odłożyć (waga turystyczna się przydaje!). Najwięcej ważą książki, przewodniki i słowniki, ale nie mogłam ich nie zabrać :)
Walizki. Dużą wzięłam z domu, wymiary pasują, wytrzymała jest (na tyle na ile), więc stwierdziłam, że niepotrzebnie wydawać kasę na nową. Małą na bagaż podręczny kupiłam na allegro i jestem z niej mega zadowolona :)
Cześć Stopo, która wtryniasz się do zdjęcia.

Książki, płyty, przewodniki, czyli coś z czym Nadia się nie rozstaje - spakowane! :)
Było naprawdę ciężko wybrać tylko kilka płyt z całej mojej kolekcji... 

Jak widać o podpaskach też nie zapomniałam ;)





Prezenty dla hostów też zapakowane, trochę w torbie zgniecione, ale mam nadzieję, że przeżyją! Dodatkowo dla host parents tata mi dał książkę o mojej gminie. Głównie zdjęcia z opisami po angielsku, dużo waży, ale ładne :) (zdjęcia niestety zapomniałam zrobić...)


Dolary też już gotowe :)


Proszę Państwa, będziemy mieć na pokładzie dodatkowego pasażera! Pan Antek się kłania - prezent od sąsiadki, żeby ktoś nade mną czuwał i mnie pilnował. Kochana! <3 Jest ze mną w portfelu, wierze, że będzie działał! (przyp.autora: Św. Antoni to patron podróżnych i rzeczy zagubionych "coby to ci bagaż nie zaginął!")



Co do pożegnań... Myślałam, że jestem silna, że nie będzie mi aż tak trudno, bo w końcu spełniam marzenie i tak dalej. Ale jest cholernie ciężko żegnać się z osobami, z którymi przebywało się od paru lat dzień w dzień. Wczoraj moje dziewczyny kochane przygotowały imprezę niespodziankę (która niespodzianką nie była, ale to nie jest niczyja wina :) ), ognisko, dużo znajomych, głośna muzyka no i MY. Tego samego wieczoru był chrzest mojego małego syneczka (tak, zostałam matką chrzestną o czym już chyba tutaj gdzieś pisałam). Także rozdwoiłam się i zaliczyłam dwie ważne imprezy w jeden wieczór :) Będę go wspominać baaaardzo dobrze, nawet bym powiedziała, że lepiej być nie mogło. 

Rodzice i rodzice chrzestni, no i on, mój Bąbelek kochany <3

Szalona Czwórka, zawsze razem, nierozłączne, a tu nagle jednej zabraknie...

 A dziś, skoro to dzień pożegnań, płaczu, rozpaczy i ogólnego rozjebania emocjonalnego, nie mogło zabraknąć "ostatniego wspólnego ZDROWEGO obiadku". McDonald's wita!




Ogólnie chciałam się bardziej rozpisać, ale pisanie o emocjach to nie moja bajka (Moniś, jeśli to czytasz to wiesz o czym mówię :* ). Za duży chaos, za dużo wszystkiego, za dużo skrajności i mętliku w sercu. Ula fajnie to sformułowała jakoś na początku tygodnia "do poniedziałku chaos, w poniedziałek-armagedon". Myślę, że to będzie racja. Najgorsze pożegnanie czeka mnie na lotnisku, ale o tym nawet nie chcę myśleć.

To co, nadszedł czas na te cudowne słowa "następna notka zza oceanu!". 
O rany.
TO SIĘ DZIEJE!

Życzcie mi powodzenia, trzymajcie kciuki i nie płaczcie, tak jak ja to robię dzisiaj cały dzień!



Buziaki!
N.

wtorek, 8 kwietnia 2014

Contact with me

Zauważyłam, że część z was zadaje mi czasem pytania w komentarzach, więc ja odpowiadam na nie również w komentarzach. Nie wiem czy je odczytujecie, znajdujecie itp, dlatego postanowiłam zmodernizować trochę mojego bloga i dołączyłam zakładkę "skontaktuj się ze mną". Znajdziecie ją po lewej stronie na dole (nad banerem blogów aupairskich). Piszcie śmiało, a ja postaram się mądrze odpisywać :)

Buziaki!
N.

sobota, 5 kwietnia 2014

Flight details, one way ticket & stuff

Wczoraj na moim profilu pojawiły się szczegóły dotyczące mojego lotu. O kurczaki, to tuż tuż!
Lot bezpośredni, z Warszawy, z dwoma polskimi aupairkami na pokładzie :) Kamień z serca, że będą ze mną dwie duszyczki, razem raźniej!


Spędzając piątkowy wieczór z przyjaciółmi uświadomiłam sobie, że niedługo już nie będziemy się spotykać. Mimo, że robiliśmy zwyczajne rzeczy i śmialiśmy się ze swoich żartów, ja chłonęłam wszystko dwa razy mocniej niż normalnie. Jeszcze do mnie nie dociera, że jadę. Jakoś nie umiem w to uwierzyć, ale moja podświadomość chyba sama powoli szykuje się na ten wielki skok. Rozmowa z P. nie ułatwiła mi zadania, ale przynajmniej wiem, że muszę się psychicznie przygotować, bo łatwo nie będzie. A na lotnisko chyba odpuszczę serwowanie sobie makijażu - po co mam później być cała rozmazana :)

Spełniasz marzenia, Nadia, uwierz w to!

Buziaki!
N.